Potrzebna młoda krew. Transfuzjolog: „Tego leku nie da się niczym zastąpić”
Katarzyna Pinkosz, Wprost, NewsMed: Co kilka miesięcy pojawiają się apele o oddawanie krwi, często bardzo dramatyczne. Jest ryzyko, że zabraknie nam krwi – pytam również w kontekście bezpieczeństwa w obecnej sytuacji geopolitycznej: krwi nie da się niczym zastąpić, a zapotrzebowanie na nią w razie jakichkolwiek konfliktów zbrojnych czy katastrof rośnie. Czy jesteśmy na to przygotowani?
Dr hab. Jolanta Antoniewicz-Papis, kierownik Zakładu Transfuzjologii Instytutu Hematologii i Transfuzjologii: W sytuacjach kryzysowych nasze społeczeństwo zawsze postępuje bardzo odpowiedzialnie i chętnie oddaje krew. Mieliśmy w przeszłości przykłady takich reakcji, np. podczas katastrofy w 2006 r. podczas wystawy gołębi w hali Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie czy podczas pandemii COVID, kiedy wielu dawców-ozdrowieńców oddawało osocze wykorzystywane do leczenia pacjentów z COVID. Opracowywane są ogólnopolskie plany jak postępować w przypadku zagrożeń, w jaki sposób pobierać krew, badać pobraną krew, jak z nią postępować. Jednak najważniejsza w takiej sytuacji jest odpowiedzialna postawa dawców i osób, które chciałyby nimi zostać.
Liczba dawców jest mniej więcej stała: obecnie mamy ponad 700 tys. osób, które zgłaszają się co roku do oddawania krwi.
Martwi nas to, że w grupie wiekowej 18-24 lata obserwujemy niewielki spadek liczby dawców. Może to być problem za kilka lat, gdy „wykruszy się” pula starszych dawców, a nie będziemy mieć dawców wchodzących w krwiodawstwo na dłuższy czas. Problemem jest też to, że nasze społeczeństwo starzeje się, a z tego powodu zapotrzebowanie na krew rośnie.
Rośnie też zapotrzebowanie latem, jest więcej wypadków; dawcy wyjeżdżają na wakacje, często nie oddają krwi. Również po powrocie z niektórych regionów nie można oddawać krwi.
Z jakich?
Te regiony się zmieniają – sytuacja jest na bieżąco śledzona, Zakład Wirusologii Instytutu Hematologii i Transfuzjologii na bieżąco śledzi wszystkie dostępne strony internetowe, komunikaty CDC (Centers for Disease Control and Prevention), WHO, dostajemy również komunikaty w ramach sieci europejskiej RAB (Rapid alert system on Blood) – jeśli w jakimś rejonie wystąpią przypadki zakażenia, to natychmiast wszystkie kraje są informowane o zagrożeniu. Raz w tygodniu jest to monitorowane, a informacje są rozsyłane do wszystkich centrów krwiodawstwa, które na tej podstawie kwalifikują dawców i dyskwalifikują osoby przybywające z tych terenów.
Musimy jednak znaleźć dobry sposób na zachętę młodych osób. Jest grupa młodych, którzy są bardzo chętni do oddawania krwi, sami się organizują, wychodzą z propozycją, by zorganizować akcję na uczelni, w zakładzie pracy. Weszliśmy jednak w niż demograficzny, dlatego musimy zachęcać młode osoby do oddawania krwi.
Jak zachęcać? Pojawiła się np. propozycja trzech dni wolnych po oddaniu krwi, a także np. dopłacania do emerytury dla honorowych dawców. To dobry pomysł?
To nie powinna być tego typu zachęta, bo wtedy nie jest to już tak do końca honorowe krwiodawstwo – zgodnie z definicjami WHO, Komisji Europejskiej – honorowe oddawanie krwi to oddawanie krwi bez żadnej formy zapłaty, czy w innej formie, która może być równoważna z zapłatą.
Dlaczego dawstwo krwi musi być honorowe?
Mamy bardzo dużo doniesień, z których wynika, że w krajach, gdzie dawstwo krwi jest płatne, dawcy zatajają informacje, które mogą wpłynąć na bezpieczeństwo krwi i samych dawców. W przypadku płatnego dawstwa odsetek osób, które są nosicielami chorób zakaźnych, jest nawet dwukrotnie wyższy niż wśród osób honorowo oddających krew.
Oczywiście, każdą jednostkę krwi badamy, jeśli pojawia się jakiekolwiek podejrzenie, to taka krew nie będzie przeznaczona do użytku klinicznego. Zawsze jednak istnieje ryzyko tzw. okienka diagnostycznego, gdy osoba już jest nosicielem czynnika zakaźnego, ale nie możemy tego jeszcze wykryć dostępnymi metodami diagnostycznymi.
Jak długo trwa takie „okno”, kiedy nie można wykryć czynników zakaźnych?
To zależy od czynnika zakaźnego, ale nawet do pół roku – szczególnie w przypadku wirusa HBV. Akurat ten wirus nie jest szczególnie częsty wśród młodych osób, ponieważ od ok. 30 lat mamy obowiązkowe szczepienia dzieci przeciw HBV. Zwykle takie okienko to 1-2 tygodnie, kiedy istnieje ryzyko nierozpoznania zakażenia. Oczywiście, to ryzyko jest minimalne, ale istnieje.
Na szczęście w Polsce w ostatnich latach nie mieliśmy żadnego potwierdzonego przypadku przeniesienia zakażenia wraz ze składnikami krwi. Jak widać – nasze zabezpieczenia są bardzo dobre. Staramy się jak najbardziej zwiększać bezpieczeństwo. Problem może się pojawić, jeśli w Polsce pojawią się zakażenia wirusem zachodniego Nilu.
Ten wirus już zaczął pojawiać się w Polsce, na szczęście nie u ludzi, tylko u ptaków, koni. Jeśli jednak przeniesie się na człowieka, to może być problem. Obecnie dyskwalifikujemy jako dawców osoby, które przybywają z terenów, gdzie ten wirus występuje. Jeżeli jednak pojawi się w Polsce, to jak będziemy te osoby kwalifikować? Jedyną metodą jest wprowadzenie badań krwi w kierunku obecności tego wirusa: i takie badania są już zaplanowane, jednak trzeba je wprowadzić. Ale problemem znów pozostanie tzw. okienko diagnostyczne.
Wciąż są wprowadzanie nowe metody inaktywacji czynników zakaźnych?
Tak, ale to są też koszty. Poza tym – mamy metody inaktywacji czynników zakaźnych do płytek krwi, do osocza, ale cały czas nie mamy metod aktywacji do krwinek czerwonych. A to krwinki czerwone są najczęściej przetaczanym składnikiem krwi. Dlatego zależy nam na tym, żeby jak najszybciej weszły metody dla krwinek czerwonych. Niestety, wciąż nie ma odpowiedniej technologii – krwinka czerwona jest trudnym materiałem do inaktywacji.
Oddawanie krwi jest bezpieczne dla dawcy? Wciąż są obawy, że może nie dla każdego?
Oczywiście, jest bezpieczne! Tu nie ma żadnego ryzyka. Są nawet publikacje, że wręcz zwiększa bezpieczeństwo zdrowotne. Dawca jest pod stałym nadzorem medycznym – krew jest badana, gdyby pogorszyły się jej parametry, zadziało się coś negatywnego, od razu zostanie to wychwycone. Czasami zdarzają się sytuacje, gdzie nieprawidłowe wyniki morfologii wykonane w centrum krwiodawstwa powodują wykrycie choroby. Zdrowa osoba może oddawać krew, jest to wręcz korzystne.
A dla biorcy? Pamiętamy o tragediach sprzed lat, gdy dochodziło do zakażeń HIV i wirusem zapalenia wątroby właśnie przez krew.
Krew jest bezpieczna, badana, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdej sytuacji, dlatego każda transfuzja wiąże się z minimalnym zagrożeniem. Błąd ludzki, nietypowa reakcja, ryzyko wystąpienia reakcji alergicznych... Jednak to zagrożenie jest minimalne, a transfuzje wykonuje się wtedy, gdy jest ona konieczna, bo ratuje życie.
W powszechnym mniemaniu krew jest wykorzystywana głównie wtedy, gdy zdarza się wypadek, jest konieczność przeprowadzenia operacji. Ale to nie są jedyne przypadki, gdy konieczna jest krew?
Nie; najwięcej krwi jest wykorzystywanej w leczeniu chorób hematologicznych, czy na oddziałach internistycznych. Mamy jednostki chorobowe, gdzie nie ma możliwości zastąpienia składników krwi lekami.
A wracając do poważnych reakcji niepożądanych, to rocznie jest ich w Polsce ok. 150 – na 1,5 mln przetoczeń. I tu warto zaznaczyć, że bardzo ważne jest to, żeby personel medyczny każdą taką reakcję zgłaszał, bo dzięki temu budujemy swoją wiedzę, co zrobić, by w przyszłości zapobiec tego typu przypadkom. Każdy błąd, każda reakcja niepożądana u pacjenta powinna być zgłoszona – jest to niezwykle ważne. Mogą zdarzać się też drobne reakcje niepożądane, i takich jest większość, ale nie stanowią one istotnego zagrożenia dla pacjenta.
Czasem zależy to od organizmu pacjenta?
Dokładnie tak. Są np. osoby uczulone na białka osocza. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Jednak powtórzę raz jeszcze: zdarza się to naprawdę rzadko. To tak jak z podawaniem każdego leku – zwykła aspiryna może wywołać niepożądaną reakcję u pacjenta.
Co tak szczególnego jest w krwi, że nie da się jej skopiować, wytworzyć syntetycznej krwi?
To komórki, bardzo skomplikowane, każda nieco inna. Od wielu lat są prowadzone prace na sztuczną krwią, szczególnie nad krwinkami czerwonymi. Nawet, jeśli uda się wprowadzić tlen przy pomocy sztucznej komórki do organizmu, to okazuje się, że ta komórka na tyle związuje tlen, że nie jest w stanie oddać go w organizmie.
Łatwiej pewnie będzie wyprodukować narząd niż komórki krwi, które muszą pełni różne funkcje. Nagroda Nobla murowana, jeśli to komuś kiedyś się uda.
Będziemy jeszcze długo „skazani” na dawstwo krwi?
Dokładnie tak. Są próby przekształcania erytrocytów dowolnej grupy do grupy O, żeby była uniwersalna, jednak cały czas krew jest nam bardzo potrzebna. Dlatego zachęcam wszystkie osoby, które mogą to zrobić, do oddawania krwi. Jedna donacja może uratować życie więcej niż jednej osobie.
Dr hab. Jolanta Antoniewicz-Papis, prof. IHiT, kierownik Zakładu Transfuzjologii Instytutu Hematologii i Transfuzjologii, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów